Jak powstawały filmy o NSR

Jak powstawały filmy o NSR

Niektóre rzeczy trudno napisać. Wiele razy zastanawiałem się, starałem wybrać to, co ważne. Ilekroć siadałem do tego tekstu, w głowie pojawiały się obrazy, które na zawsze będą mi się kojarzyć z tą produkcją. Dlatego stworzyłem własny alfabet NSR – prosty zbiór klocków, z których składa się coś większego i nadaje znaczenie. A każdy może je złożyć inaczej.

Alfa – alternatywne sceny. Praktycznie każdy film je posiada, czasem wchodzą do rozszerzonych wersji reżyserskich. W spocie matka z dzieckiem ratowana z powodzi w finałowej scenie siedziała przy łóżku mężczyzny w szpitalu. Okazywało się, że to rodzina, a lekarka służąca w NSR zrobiła dla swojego pacjenta więcej, niż mógłby się spodziewać. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z łączenia tych wątków.

Bravo – w scenach spotu kręconych na budowie część ekipy filmowej wcieliła się w role przewidziane pierwotnie dla statystów. Robotników zagrali: producent wykonawczy, specjalista od compositingu oraz technicy oświetlenia.

Charlie – Czerwony Baron, czyli główny wóz ekipy filmowej. Wielka, krwistoczerwona furgonetka, na której nieznany sprawca umieścił oznakowania legendarnego trójpłatowca z okresu I Wojny Światowej.

Delta – Dom Produkcyjny Vena Art – centrum dowodzenia, baza, koszary, łóżka polowe, sprzęt i mnóstwo energetyków. Wtedy po prostu „Dom”.

Echo – efekty specjalne. Deszczownica pompująca wodę z Narwi, żeby zagrać plenerową scenę powodzi na obszarze wielkości średniego mieszkania i wszystkie rzeczy, których nie było na planie, a pojawiły się dopiero w komputerze.

Foxtrot – fetysz, gusła i szamani – każda ekipa zmienia się w podróży w cygański tabor pełen indywidualności. Ja golę się przed zdjęciami, później dopiero na premierę, a ostatniego dnia zdjęć mam na sobie szczęśliwą koszulkę. Aktorzy zabrali na pamiątkę wojskowe buty, reszta jest milczeniem.

Golf – gdzie jest Marcin? Ostatnia scena filmu, Prowadzący kończy kwestię i odchodzi wzdłuż plaży w stronę zachodzącego słońca. Cięcie, koniec dnia zdjęciowego, dyskusja z operatorem odnośnie szczegółów technicznych, składamy sprzęt. W pewnym momencie orientujemy się, że nie ma głównego bohatera. Marcin nie mógł odwracać się w trakcie ujęcia, a szumiące morze skutecznie zagłuszyło komendy. I faktycznie odszedł w stronę zachodzącego słońca.

Hotel – byliśmy pierwszą cywilną ekipą filmową, która realizowała zdjęcia lotnicze na pokładzie polskiego Herkulesa.

India – w filmie jest scena zatrzymania intruza na lotnisku. W tej roli oświetleniowiec, który wtargnięciem na lotnisko rozpoczął karierę filmową po drugiej stronie kamery.

Juliette – pamiątkowe zdjęcie na ścianie gabinetu lekarskiego w spocie wykonaliśmy dzięki pomocy żołnierzy 3 Brygady Zmechanizowanej, którzy zadbali o każdy szczegół wyposażenia i umundurowania aktorki. Jedynym odstępstwem były taktyczne klapki Japonki, których w kadrze nie widać.

Kilo – Kawaleria Powietrzna, czyli nic nie lata, a jest fajnie. Ktoś zauważył, że jedynym akcentem „powietrznym” jest kilka obrotów łopat stojącego śmigłowca? Z przyczyn niezależnych śmigłowiec nie mógł być wykorzystany do zdjęć lotniczych, co zostało nadrobione montażem.

Lima – Gdynia, późny wieczór, parking pod hotelem. Ekipa była tak zmęczona po zdjęciach w Bydgoszczy, że kiedy przed samochodem przegalopował wielki dzik, nikt nie przyznał się od razu, że go widział. W końcu ktoś odważył się pierwszy. „Widzieliście dzika?”. Oparty o parkan lokalny mężczyzna z lokalnym piwem w dłoni odpowiedział spokojny jak mistrz Zen „To nie dzik. To locha”.

Mike – artystyczna wizja mewy wzbijającej się do lotu nad okrętami w końcówce filmu nie byłaby możliwa, gdyby nie zuluski taniec i odgłosy paszczą speca od steadycam i kamer specjalnych. Majestat chwili nie pozwolił na wykorzystanie w tej scenie dźwięków otoczenia.

November – w filmie pod każdą animacją mapy znajdował się equalizer pokazujący wykres dźwiękowy towarzyszący głosowi lektora. W rzeczywistości pokazywał on jeden z najbardziej znanych kawałków „Nirvany”.

Oscar – objazd planów. Wojsko szybko przyswoiło wiedzę w zakresie organizacji produkcji filmowych. Terminy pozwalały na dokładny objazd planów i spotkania z osobami decyzyjnymi, zaangażowanymi w projekt. Od dowódców baz, poprzez rzeczników, logistyków, aż do dowódców plutonów, a nawet osób obsługujących kantyny wojskowe. Konkretnie i jak w zegarku. Profesjonalne podejście.

Papa – w momencie, kiedy realizowaliśmy film, nie było jeszcze żołnierzy NSR. Dlatego zdecydowaliśmy się na zabieg znany z programów popularnonaukowych – osoba Prowadzącego o odpowiednim doświadczeniu i cechach osobowościowych, który poprowadzi widza w świat współczesnej polskiej armii. Prowadzący w filmie jest zawodowym żołnierzem, nie aktorem. Teoretycznie wariant trudniejszy, z uwagi na brak doświadczenia w pracy z kamerą, ale w rzeczywistości znaleźliśmy człowieka doskonale obeznanego z tematem, który jednocześnie był nieocenioną pomocą na planie – łącznikiem pomiędzy cywilną ekipą i żołnierzami, którzy niespecjalnie przepadają za kamerami i błyskiem fleszy.

Quebec – jakość, czyli Q na każdym etapie – od ryzykownego scenariusza konkursowego narzucającego wojsku wiele trudnych elementów realizacji (w tym wybór Prowadzącego), poprzez dobór ekipy, aż do najdłuższej fazy, czyli postprodukcji. Żadnych słabych ogniw. Idealna organizacja i atmosfera pracy.

Romeo – nic tak nie smakuje jak wojskowy chleb. Zwykły razowiec. Do dzisiaj pamiętam jego smak. To najlepszy chleb na świecie.

Sierra – schemat, a właściwie jego łamanie, wychodzenie poza konwencję. Film promocyjny wytyczył szlak i był poligonem testującym nowe rozwiązania, jaskółką potężnego projektu dotyczącego serialu o polskiej armii. Tu można dowiedzieć się więcej.

Tango – technika zdjęciowa. Cztery kamery: główna XDCAM Sony PMW-EX3 wraz z konwerterem Letus Ultimate i kompendium Vocasa, filtry Tiffena, dwie kamery specjalne, kamera do making of, kran, jazda, steadycam i rozbudowane oświetlenie – od małych Dedo po wyładunki oświetlające nocną scenę powodzi. No i oczywiście wstępny montaż na planie.

Uniform – dzień przed zakończeniem zdjęć pierwszy operator dostał udaru słonecznego
i stanęliśmy przed groźbą konieczności przerwania pracy. Dramatyczna akcja ratunkowa. Człowieka i filmu.

Victor – Vena Art. Etymologicznie i po prostu. Jak tradycyjna szczęśliwa koszulka na ostatni dzień zdjęciowy.

Whiskey – weseli Meksykanie. Team oświetleniowy wyglądający jak statyści z „Machete” Rodrigueza. Obserwacja scen z ich życia na planie to materiał na kolejny film.

X-Ray – X-factor, czyli tajna broń polskiej armii. Do dzisiaj nie wiem, co to za specyfik, saperzy mówili, że sprawdzony na misjach. Kiedy nocą zapaliliśmy nad Narwią światła do sceny powodzi, zleciały się wszystkie komary z centralnej Polski. Spryskali mnie raz i znalazłem się pod magicznym kloszem. Wiem, nie wystarczyło dla wszystkich…

Yankee – 25-ta litera alfabetu odpowiada liczbie członków ekipy bezpośrednio zaangażowanych w zdjęcia i postprodukcję. Nie licząc, rzecz jasna, ponad 200 statystów.

Zulu – zachód słońca nad morzem, nie zawsze jest nad morzem. Czasem słońce zachodzi nad miastem. Ostatnia scena filmu wielkim wysiłkiem operatora „sugeruje” słońce zachodzące nad wodą. Dodatkowo przez kilkadziesiąt minut podczas finałowej „setki” na drugim planie szalał szczekający pies i usiłujący go złapać właściciel. A pierwszy operator tuż po udarze słonecznym…

Zobacz making of